TAJLANDIA – KRAINA UŚMIECHU cz. 3

TAJLANDIA – KRAINA UŚMIECHU cz. 3

Phuket – Dziennik z podróży…

 

Część III – PHUKET

 

Phuket01

Fot.1

 

RAJ NA ZIEMI

Phuket to prawdziwy raj na ziemi dla turystów i emerytów z tzw świata zachodniego oraz mężczyzn w różnym wieku poszukujących erotycznych przygód albo przyszłej żony. Bajeczne plaże, nocne kluby, piękne egzotyczne kobiety, salony masażu, rejsy mniej lub bardziej ekskluzywnymi łodziami do rajskich wysp gdzie kręcono hollywoodzkie produkcje, quady, skutery wodne, paralotnie, paintball, jazda na słoniach, snake show, monkey show. Czego tam nie ma? Centrum miasta wygląda jak typowy europejski kurort nadmorski. Na plaży można oczywiście leżeć, napić się piwa ale też polatać na spadochronie uwiązanym do motorówki lub też pojeździć na skuterze wodnym. Promenada pełna jest ulicznych straganów na których można zaopatrzyć się w podrobione ubrania od najlepszych designerów oraz równie oryginalne luksusowe zegarki z górnej półki. Co drugi sprzedawca ma “Rolexa”, a co? 🙂 Gdzie nie spojrzysz masa zachodnich marek: tych od kawy, odzieży sportowej i hamburgerów ale i supermarkety znane zarówno w Polsce jak w innych europejskich krajach. Znajdziemy tam oczywiście outlety i duże centra handlowe. Szczerze mówiąc gdyby nie azjatyccy przedsiębiorcy, bilbordy z tajskimi znakami i tuk tuki myślałbym że przypadkiem teleportowałem się gdzieś na południe Europy.

 

“ATRAKCYJNE” PAKIETY

Wszystkie atrakcje są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Idąc ulicą mijam straganowe biura podróży z folderami dostępnych na wyspie atrakcji. Ceny zawyżone dwukrotnie, każdą z ofert z cennika można spokojnie zbić o 50%. Koniec końców podczas pobytu tam zafundowałem sobie pakiet z jazdą na słoniu, quad-owym trekiem i pokazem zaklinania węży. Quady były koszmarne, jechanie gęsiego i czekanie na ociągających się z tyłu spoconych z wrażenia i adrenaliny dwójki turystów rozwijających w porywach do 10 km to była kompletna porażka. Nie miałem pojęcia, że tak to się będzie odbywało inaczej w życiu bym się na to nie zdecydował. Jazda na quadzie? Zawsze, ale tylko na własną rękę. No ale i tak było w pakiecie. Za to przejażdżka na słoniu była o wiele ciekawszym doświadczeniem. Zwłaszcza, że już na początku źle umocowana ,usadowiona na grzbiecie zwierzęcia lektyka zaczęła się zsuwać na jedną stronę. Co zrobił opiekun słonia w tej sytuacji? Zsiadł i zaproponował bym przesiadł się na jego miejsce tzn kark zwierzaka. Przyznam, że było to dość niesamowite doświadczenie. W końcu nie co dzień “prowadzisz” słonia 🙂 Co najbardziej mnie zadziwiło to spokój emanujący z tego pięknego i dostojnego zwierzęcia i fakt że skóra na głowie była o wiele delikatniejsza niż się spodziewałem… nie wiem jak to opisać, ale było to doświadczenie dość niesamowite. Z drugiej strony szkoda mi trochę tego zwierzęcia, bo zapewne robiło kilka takich spacerów każdego dnia. Choć muszę uczciwie powiedzieć, że słonie wyglądały na zadbane i w niczym nie przypominały zwierzęcych “wraków” które możemy oglądać w europejskich zoo i cyrkach.

 

ZAKLINACZE

Co do zaklinania węży, to zdjęcia z pokazu możecie zobaczyć poniżej więc na tym etapie nie będę się nadto rozpisywał:

 

Phuket02

Fot.2 – Oko w oko

 

Phuket03

Fot.3 – Pocałunek Śmierci

 

Phuket04

Fot.4 – Wyciskanie jadu…

 

Phuket05

Fot.5 – …oraz uzyskana w ten sposób kropla jadu

 

Phuket06

Fot.6 – Kobra “pozująca”…

 

Phuket07

Fot.7 – …oraz w pełnej okazałości 🙂

 

Phuket08

Fot.8 – Pamiątka po ukąszeniu na nodze…

 

Phuket09

Fot.9 …i na rękach.

 

WYSPA JAMESA BONDA

Jako, że do typowych zorganizowanych turystycznych atrakcji nie mam zbytnio cierpliwości postanowiłem wybrać się tylko na jeden rejs a dostępnych było całkiem sporo. Do finału ostatecznie zakwalifikowały się Koh Phi Phi znana z “Plaży” z Leonard Di Caprio oraz Phao Phing Kan zwaną wyspą James’a Bonda jako, że kręcono tam dwie odsłony tego popularnego “serialu” 🙂 Ostatecznie wybrałem Koh Phi Phi, w pakiecie ze “spływem kajakowym” w jaskiniach pod skałami żywcem wyjętymi z “Avatara” oraz pływaniem w lagunie. Jako że wyspa oddalona jest od Phuket około 25 km miałem okazję “bliżej” przyjrzeć się kilku wysepkom z archipelagu Phuket. Znów nie ma co się zbytnio rozpisywać, zapraszam do oglądanie zdjęć:

 

Phuket10

Fot.10

 

Phuket11

Fot.11

 

Phuket12

Fot.12

 

Phuket13

Fot.13

 

Phuket14

Fot.14

 

Phuket15

Fot.15

 

Phuket16

Fot.16

 

Chociaż taki sposób poznawania miejsc nie bardzo mi odpowiada trzeba przyznać, że to całkiem wygodna opcja i niestety niekiedy jedyna możliwa. Czasem trzeba zasmakować typowo turystycznych atrakcji żeby nie
zapomnieć czym to pachnie 😉 Ja jednak najbardziej lubię podróżować na własną rękę i generalnie alergicznie reaguje na wszelkie zorganizowane toury. Trzeba się więc było odchamić, a za najlepszy sposób na to uznałem wynajęcie skutera i całodzienne zwiedzanie wyspy na własną rękę. Zdjęć praktycznie nie mam z tego wypadu ale w końcu nie zawsze trzeba wszystko fotografować 🙂

Wieczorem postanowiłem trochę odpocząć na jednej z plaż:

 

Phuket17

Fot.17

 

Phuket18

Fot.18

 

Phuket19

Fot.19

 

ŻYCIE NOCNE

 

Potem przyszedł czas by wreszcie przyjrzeć się jak wygląda życie nocne na Phuket:

 

Phuket20

Fot.20 – Na imprezę (bądź z) można się wybrać taka właśnie taksówką

 

Phuket21

Fot.21 – Tajlandzki Ronald …jakiś taki rozmodlony 🙂

 

Phuket22

Fot.22 – Na Phuket Irlandczycy mogą poczuć się jak w domu…

 

Phuket23

Fot.23 …podobnie jak Rosjanie

 

Phuket24

Fot.24 – Po pijaku, bądź na trzeźwo (zależnie od preferencji) można sobie strzelić tatuaż 🙂

 

WAKACYJNY ROMANS

Ale ale, nie po tatuaże, ani na hamburgery i do pubów przyjeżdżają tu mężczyźni z całego świata. Tajlandia słynie przecież z pięknych i łatwych kobiet. Rozmawiałem sporo na ten temat z Francuzem pracującym na recepcji hotelu w którym się zatrzymałem. Jako, że mieszkał tam od wielu lat i dość dobrze był zorientowany w temacie. Okazuje się, że wielu amatorów azjatyckich wdzięków (niekoniecznie kobiecych) przyjeżdża tu po jak to można określić “girlfriend experience” (ewentualnie “boyfriend experience”). Dla nieanglojęzycznych tłumaczę – chodzi o dość nietypowy rodzaj prostytucji, kiedy to dziewczyna spotyka się z delikwentem przez kilka dni i odgrywa rolę jego partnerki. Często widzi się na ulicach takie mieszane pary. Chodzą za ręce na romantyczne spacery etc. Oczywiście na trzymaniu za ręce w większości przypadków się nie kończy ale mężczyźni wikłający się w takie krótkotrwałe związki (choć wcale niekoniecznie krótkotrwałe) mają poczucie, że przydarzył im się wakacyjny romans a nie standardowa transakcja pieniądze za seks. Im młodszy i atrakcyjniejszy mężczyzna tym ładniejsza Tajkę ma przy boku. Ci starsi zazwyczaj zadowalają się tymi nieco mniej atrakcyjnymi. Zresztą Tajskie kobiety często same upatrują sobie swoją ofiarę, flirtują z nim, adorują. Taki delikwent staje się w swoich oczach amantem który uwodzi egzotyczna piękność i zapomina zupełnie (bądź nie wie), że to tylko gra. Takie związki mogą się ciągnąć miesiącami, kiedy to złapany w sieć delikwent wspomaga swoją kartą kredytową wybrankę. A to opłaca zaległe rachunki, finansuje naprawę zrujnowanego domu, płaci za podręczniki dla jej dzieciaczka bo ta jest samotna matką etc. Takie związki niejednokrotnie kończą się małżeństwami gdyż wiele dziewczyn za wszelką cenę chcę się wyrwać z tego “tropikalnego raju”. Są też oczywiście związki krótkotrwałe. Z tego co mówił Francuz dziewczynie trzeba zapłacić 1000 Bath (ok 25e) a “Lady-Boy’owi” (czyli przedstawicielowi wspomnianej w poprzedniej części tego blogu Trzeciej Płci) 1500. Żeby było jeszcze ciekawiej podryw odbywa się najczęściej w barach, w których pracują dziewczyny. Niekoniecznie są to tancerki ale mogą też być kelnerki bądź naganiaczki, które potem dotrzymują towarzystwa mężczyznom w barach. Często same wybierają sobie swoja ofiarę i spędzają z nią (a właściwie z nim) wiele godzin. Klient żeby zatrzymać przy sobie dziewczynę musi kupić jej drinka. Naturalnie kupuje i sobie. Tyle tylko, że drink dla dziewczyny jest kilka razy droższy i do tego (o czym nie wie klient) bezalkoholowy. Znacie za pewne stary numer barmanów, którzy nie chcą serwować pijanemu klientowi alkoholu? Wystarczy podać mu wodę lub sok a krawędź szklanki posmarować mocnym alkoholem. Tu robią dokładnie to samo. Delikwent traci kasę, kupuje dziewczynie drogie drinki, upija się coraz bardziej a ona nic 🙂 Naturalnie alkohol pomaga nabrać odwagi i taki delikwent ma wreszcie ochotę porwać dziewczynę z baru.. no ale ta przecież nadal jest w pracy. Nic nie szkodzi, tu wszystko jest na wyciągnięcie ręki… Dziewczynę można z baru wykupić i wtedy już nie musi pracować do końca zmiany. Wystarczy uiścić opłatę w wysokości 500 do 1000 bath i kobieta którą właśnie “zdobył” jest jego. Oczywiście jej też trzeba potem zapłacić… Jedną upojną noc można upgread-ować do “girlfriend experience” a na upartego nawet się z nią z czasem ożenić …i tak to się mniej więcej kręci 🙂 Z tego co mówił Francuz rzadko się zdarza by dziewczyny były do tego zmuszane. Lepiej jak 90 procent robi to z własnej nieprzymuszonej woli. Jeśli chodzi o “Lady-Boy-ów” to ponoć wielu z nich zarabia w ten sposób na wymarzoną operację zmiany płci. Dziewczyny najczęściej pochodzą z Isaan, północno-wschodniej części Tajlandii, która jak już się pewnie domyślacie jest najbiedniejszym regionem tego kraju. Dla wielu z nich to jedyna droga żeby wyrwać się z ubóstwa i wiele z nich marzy, że zabierze je stąd na drugi koniec świata jakiś Farang (w języku tajskim słowo to oznacza osobę o białym kolorze skóry).

 

Phuket25

Fot.25 – Naganiacz i naganiaczki

 

Żeby pooglądać tancerki nie trzeba nawet wchodzić do wnętrza baru, gdyż bary dosłownie “wychodzą” na ulice:

 

Phuket26

Fot.26

 

Phuket27

Fot.27

 

Phuket28

Fot.28

 

Na ulicach Phuket spotkać można bardzo różne kobiety… nie tylko te piękne i młode:

 

Phuket29

Fot.29

Wszystkie Blogi