INCREDIBLE INDIA cz. 2

INCREDIBLE INDIA cz. 2

Taj Mahal i Czerwony Fort – Dziennik z podróży…

 

INCREDIBLE INDIA  

(z j. ang. NIEWIARYGODNE INDIE) 

 

Część II – “Świątynia Miłości i Czerwony Fort”

 

Fot01

Fot. 1 – Taj Mahal, najbardziej znany mi, klasyczny, obowiązkowy i (jak by nie patrzeć) najbardziej oklepany kadr, jaki można tam popełnić. Oczywiście w moim skromnym wykonaniu 🙂

 

Fot02

Fot. 2 – Taj Mahal i “Droga Mleczna”, czyli gwieździsty chodnik u podstawy mauzoleum

 

Dzień Trzeci (27.XII.2010) 

Pokój jak pokój, standard taki sobie, wilgoć, woda prosto z Gangesu i widok na główną ulicę. Widokowi ulicy towarzyszą ma się rozumieć jej odgłosy, a więc przyszło nam zasypiać przy dźwiękach oszalałych klaksonów… eh. Spać się jednak za bardzo nie dało, na domiar złego po korytarzu echo roznosiło wrzaski rozentuzjazmowanych hinduskich turystów, którzy najwyraźniej czuli się w hotelu jak u siebie w domu. Drzwi do pokoi pootwierane na oścież, a pomiędzy pokojami na korytarzu, w najlepsze toczy się życie towarzyskie. Jutro pewnie też odwiedzą “bezę”, ale najwyraźniej nie planują wstać skoro świt.

Koniec końców, trochę się uspokoiło. Ruch zmalał, około północy prawie zupełnie ustał i jakoś wreszcie udało mi się zasnąć. Pobudka o piątej rano…Nieplanowana, niechciana i  wymuszona, ale co tam. Za oknem Agra budzi się do życia.. 

Słychać śpiew i modlitwy, a wszystko to przyprawione hałasem ulicznego zamętu. Indyjskie śniadanie, lurowata “iście amerykańska kawa” i już po pół godzinie jesteśmy w drodze do Taja. Daleko nie mamy, góra pięć minut. Po drodze folklor miejski, święte krowy wraz z psami i krukami stołujące się na śmietniskach, atakujący nas od rana rikszarze etc. 

Do grobowca prowadzi aleja przez park. Trochę zaniedbany, pełen małpiszonów, ale trzeba przyznać, że dosyć przyjemny.

Nie śpieszymy się specjalnie, bo i po co. Przed nami cały dzień. Po drodze mijamy handlarzy, rikszarzy, żebraków i stada małpiszonów. Te ostatnie niespecjalnie boją się ludzi, choć z ręki raczej nie próbowałbym ich karmić. Robię małpią fotosesję i ruszamy pod bramę.

Poniżej nasza droga do Taj Mahal:

Fot03

Fot. 3 – Playboy i śmietnisko na przeciwko naszego hotelu

 

Fot04

Fot. 4 – Święta krowa i jej dylemat na rondzie

 

Fot05

Fot. 5 – Jeden z polujących na nas rikszarzy

 

Fot06

Fot. 6 – Indyjska rodzina w parku, przez który biegła aleja prowadząca do zachodniej bramy Taj’a

 

Fot07

Fot. 7 – …oraz jeden z jego stałych mieszkańców 

 

Fot08

Fot. 8 – Handlarz łakoci

 

Fot09

Fot. 9 – …i zagubiony bezdomny, w alei prowadzącej do przechowalni

 

REMEMBER ME? I’M JOHNNY

Johnnego poznaliśmy tuż przed wejściem do Taja. Był, o ile pamiętam, najwytrwalszym z potencjalnych “przewodników” i długo nie dawał za wygraną. Miał też sporą ofertę handlowo-usługową, taki jedno-osobowy hipermarket 😉

Zaczęło się od próby sprzedaży serii pocztówek z Taj Mahalem. Cena wywoławcza ok. 100,  a skończyło się na 10 rupiach.. Czyli standardzik. Już przed bramą Johnny upewnił się, że pamiętamy jego imię i po wyjściu, jeśli czegokolwiek będziemy potrzebować zaraz uderzymy do Johnnego. Trzeba przyznać, że jego wytrwałość i pamięć do twarzy autentycznie mi zaimponowała. Takich łebków jak my, musiał pod Tajem molestować całkiem sporo, mimo to po kilku godzinach, tuż przy wyjściu podbiegł do nas wyszczerzony radośnie, wołając “Remember me? I’m Johnny !”

 

MY WAY OR THE HIGHWAY

..Czyli „po mojemu albo spadaj”. Standardowa indyjska procedura. 

Co prawda, przysłowie raczej amerykańskie, ale w Indiach praktykowane znacznie częściej, niż na dzikim zachodzie 😉

Z taką nieugiętą postawą spotkałem się przy wejściu do Taja. Nie za bardzo wierzyliśmy w bezpieczeństwo kosztownych urządzeń elektronicznych w hotelu więc co wartościowsze rzeczy taszczyliśmy przy sobie. Wśród nich netbook, rozdzielony po plecakach.

U mnie bateria, u Piotrka reszta. Sprzęt foto po uprzednim upewnieniu się, że nie tyka nam puścili 😉 Ale 2.5 calowego dysku twardego i baterii od laptopa nie chcieli puścić za cholerę, więc musiałem to wszystko zanieść do metalowej szafki oddalonej (o zgrozo!) dobre 200 czy 300 metrów. Na szczęście wykręciłem się od kolejki i po kolejnym przejściu przez bramkę wykrywacza metalu byłem nareszcie w Taj Mahalu !

Warto jeszcze na chwilę wrócić do kontroli, bo co najzabawniejsze w Piotrkowym plecaku nie znaleźli netbooka (hehe), za to chcieli mu zarekwirować obcinacz do paznokci i cukierki miętowe 😉

 

Ale dość już o antyterrorystach.. Wchodzimy do Taj Mahal:

Fot10

Fot. 10 – Darwaza – I Rauza, główne wrota prowadzące do Taj Mahal

 

Fot11

Fot. 11 – Darwaza – I Rauza, widok z alei prowadzącej do grobowca Mumtaz Mahal


Fot22

Fot. 12 – “Inwazja”

 

Fot13

Fot. 13 – “Droga Mleczna”

 

TAJ MAHAL.. TROCHĘ HISTORII

To bez wątpienia jeden z najpiękniejszych grobowców świata. Wybudowany został w początkach siedemnastego stulecia przez Szach Jahana z dynastii Mongołów dla uczczenia pamięci ukochanej żony Mumtaz Mahal. Jak twierdzą historycy, kiedy grobowiec był już gotowy, trumnę pokryto warstwą czystego złota, a Szach miał ją ponadto obsypać perłami i diamentami. Budowli dzień i noc pilnowało ponoć 2000 żołnierzy. To dopiero miłość.. Przysięgana w naszej szerokości geograficznej ta “do grobowej deski” to przy tym pikuś 🙂 Niektórzy jednak twierdzą, że szach był również strasznym okrutnikiem. Ponoć po zakończeniu budowy mauzoleum miał wydać rozkaz obcięcia kciuków wszystkim robotnikom, by nigdy więcej nie byli w stanie stworzyć równie bajecznego dzieła.. Hmm.

Taj Mahal wykonano z przywiezionego z odległego o ponad 320km  kamieniołomu, co samo w sobie jest nie lada osiągnięciem. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi grobowiec nie jest wcale jednolicie biały. Jego powierzchnia jest przyozdobiona tysiącami szlachetnych i półszlachetnych kamieni, a do wykonania kaligrafii użyto czarnego marmuru.

Jego budowa trwała przeszło 20 lat, a pracowało przy niej około 20 tysięcy (!) robotników, nie tylko lokalnych, ale i pochodzących ze wszystkich niemal krajów azjatyckich jak również z Francji i Włoch. 

Tyle historii.. a jaki Taj Mahal jest? To akurat wie chyba każdy: majestatyczny, bajecznie piękny.. i niestety piekielnie zatłoczony.

Najlepiej udać się tam z samego rana. Mimo, że tak właśnie zrobiliśmy i tak było sporo ludzi. Dla mnie jako fotografa to prawdziwy koszmar i sporo się musiałem nagimnastykować, żeby tam coś “nieludzkiego” ustrzelić. Niemniej jednak architektura “Bezy” robi niesamowite wrażenie. Mimo że grobowiec jest całkiem pokaźnych rozmiarów, uderza lekkością i delikatnością. Na pierwszy rzut oka, jego wnętrze nie robi specjalnego wrażenia, ale gdy przyjrzymy się bliżej ręcznie wykonanym zdobieniom na ścianach, uświadamiamy sobie jak wiele pracy i talentu włożono w ich wykonanie.

Poniżej kolejne ujęcia Mauzoleum oraz kilka ciekawszych detali architektonicznych:

Fot14

Fot. 14 – “U stóp Taja” 

 

…Czyli miejsce, w którym przed wejściem na marmurową posadzkę mauzoleum zdejmujemy buty, bądź zakładamy otrzymane wraz z biletem wstępu czerwone “szpitalne” skarpety.

Z tych ostatnich korzystają głównie turyści, miejscowi zostawiają obuwie na specjalnie przygotowanych półkach i wchodzą na bosaka. Oficjalnie skarpety wprowadzono dla wygody turystów, nieoficjalnie, aby mieć pewność że pozostawione “zachodnie” buty nie wyląduje na pobliskim bazarze 🙂

Fot15

Fot. 15 – Tłumy przy Basenie Lotosu

 

Fot16

Fot. 16 – Pod arkadami

 

Fot17

Fot. 17 – Szczyt mauzoleum i zapierające dech w piersiach detale i ornamentyka

 

Fot18

Fot. 18 – Czerwony korytarz

 

Wnętrza grobowca nie fotografowałem. Jako jeden z niewielu turystów uszanowałem obowiązujący zakaz fotografowania. Bynajmniej, nie zrobiłem tego, by nie zakłócać spoczynku zmarłych, których jak powszechnie wiadomo w sarkofagach nie ma. Zwyczajnie uznałem wnętrze za niezbyt interesujące fotograficznie, za to zatłoczone jak miejski autobus w godzinach szczytu 🙂 Pojawia się więc pytanie, czy w ogóle warto zajrzeć do środka Taja? Jak najbardziej. Mimo, że jest tam dość ciemno i zazwyczaj tłoczno, warto wejść choć na chwilę i przyjrzeć się przepięknej ornamentyce ścian oraz “ogrodzenia” otaczającego sarkofagi. 

Naprawdę ciężko sobie nawet wyobrazić nakład pracy jaki trzeba było włożyć w ich wykonanie.

Poza Architekturą w Taj Mahalu są też oczywiście ludzie.. Tak po prawdzie, całe masy ludzi szturmujących architektoniczny hołd złożony Mumtaz Mahal 🙂 Nie sposób sfotografować ich wszystkich ale pomyślałem, że kilka co ciekawszych osobowości warto by jednak upamiętnić. Moją szczególną uwagę przykuła grupa… Zobaczcie sami.

Fot19

Fot. 19 – “Pomocnicy Św. Mikołaja”

 

Fot20

Fot. 20 – “Czekając na resztę Elfów”

 

W samym Taju nic specjalnego się nie wydarzyło. Z rozbawieniem patrzyliśmy na Hindusów wykonujących obowiązkową sesję z trzymaną za czubek Bezą, na wyginających się i wchodzących jeden na drugiego fotografów, usiłujących zrobić klasyczny, centralny kadr sprzed basenu. Też mam, a co? 😉

Dla europejczyków wątpliwą atrakcją mogą być również egzotyczne toalety “stójkowe”, gdzie obowiązkowo załatwia się swoje sprawy “na Małysza” 😉

Co jeszcze? Byliśmy też świadkami kłótni pewnych Portugalczyków, którzy skorzystali z usług “darmowego przewodnika”. Sami przegoniliśmy blisko 10-ciu, Portugalczycy ostatecznie po targach zapłacili 1500 rupii.. Zupełnie nie wiem po co, ale już chyba mieli serdecznie dość “uczynnego” Hindusa i zwyczajnie zapłacili za święty spokój.

W Taju mieliśmy, co prawda, cały dzień, ale po trzech, czterech godzinach stwierdziliśmy, że basta i postanowiliśmy odwiedzić Czerwony Fort.

Zanim jednak na dobre opuścimy bajeczny Taj Mahal, jeszcze kilka charakterystycznych ujęć, które mam nadzieję choć w części oddają klimat tego niesamowitego miejsca:

 

Fot21

Fot. 21 – Taj Mahal, widok od wschodniej strony mauzoleum

 

Fot22

Fot. 22 – Inwazji ciąg dalszy

 

Fot23

Fot. 23 – Jak widać Taj zachwyca nie tylko turystów

 

Fot24

Fot. 24 – Taj Mahal od południowego wschodu

 

Fot25

Fot. 25 – Polowanie na obowiązkowy, frontowy kadr mauzoleum

 

Fot26

Fot. 26 – ..oraz krótka historia o tym, że z rodziną niekoniecznie najlepiej wychodzi się na zdjęciach 🙂

 

Fot27

Fot. 27 – Taj Mahal Masjid, meczet znajdujący się po zachodniej stronie grobowca

 

Warto również wspomnieć, iż po wschodniej stronie wybudowano lustrzane odbicie meczetu, nie mające jednak żadnej funkcji użytkowej. Budowla ta zbudowana została tylko i wyłącznie dla zachowanie symetrii kompleksu. Szach najwyraźniej nie specjalnie liczył się z kosztami i nie miał nad głowie rady nadzorczej 😉

RED FORT  

 

I znów trochę historii.

Czerwony Fort to historyczny ośrodek władzy państwa Wielkich Mongołów od czasów niejakiego Akbara. Rozpoczęta w drugiej połowie XVI wieku budowa trwała osiem lat. Masywne, zwieńczone blankami podwójne mury z czerwonego piaskowca wznosiły się ponoć na wysokość ponad 20 metrów i miały długość około 2,5 kilometra. Całość otoczona jest fosą, natomiast droga do Czerwonego Fortu prowadzi przez monumentalną bramę Amar Singh. Forteca służyła między innymi jako miejsce kaźni. Ponoć, za czasów Akbara zrzucano z niej skazanych na śmierć dostojników.

Do wewnętrznej części fortu prowadzi kolejna brama, nad którą góruje dwupiętrowa, ośmioboczna Wieża Jaśminowa, kryta złoconą kopułą. W pobliżu owej wieży mieściły się najważniejsze pawilony cesarskiej rezydencji, między innymi Sala Audiencji Publicznych, gdzie cesarz przyjmował sprawozdania urzędników i rozpatrywał sprawy państwowe. Znajduje się tam też Sala Audiencji Prywatnych, gdzie przyjmował dyplomatów i najważniejszych dygnitarzy.

Stał tam również symbol władzy cesarskiej – Pawi Tron, który później przewieziono do Delhi. Ten ostatni w czasie najazdu szacha Nadira, (XVIII w.), stał się łupem wojennym Persów.

Mimo, iż Czerwony Fort początkowo pełnił funkcje głównie militarne, to po pewnym czasie zaczęto budować pałace dla potrzeb rodziny cesarskiej i stał się ostatecznie jedną z cesarskich rezydencji..

Uff .. Kawał historii, a co poza tym…?

Zobaczcie sami:

Fot28

Fot. 28 – Mury Czerwonego Fortu…

 

Fot29

Fot. 29 – …oraz jego wnętrze

 

Cóż poza tym? Szczerze powiedziawszy niewiele.. Na mnie osobiście fort nie zrobił jakiegoś piorunującego wrażenia. Zresztą, po Taju już nic nie zrobiło 🙂 Znów tłumy turystów, zrobiłem kilka zdjęć i po godzinie już nas tam nie było. Do fortu z Taj Mahalu mieliśmy zrobić spacer, ale zaraz pojawił się rikszarz i z początkowych 300rs szybko zrobiło się koło 100.. A co tam.

Co to za przyjemność nałykać się smogu idąc z kapcia, kiedy można się powozić “pod baldachimem” 😉 Zresztą to riksza wyjątkowa.. Nie była to osławiona, spalinowa riksza, zwana przez tubylców “TukTuk”, ale taka z prawdziwego zdarzenia – rowerowa. Widzieliśmy wcześniej na takowej poupychane po 2-3 osoby, w nogach dwie kozy, żeby było zabawniej 😉

My z ledwością mieściliśmy się w niej we dwóch, i naprawdę trzeba się było kurczowo trzymać, żeby się z tego ustrojstwa nie wysypać.

…i jeszcze kilka detali architektonicznych z wnętrza Czerwonego Fortu:

Fot30

Fot. 30

 

Fot31

Fot. 31

Podobno Fort w Agrze jest również miejscem, w którym Szah Jahan, budowniczy Taj Mahala dokonał swojego żywota. Otóż, pod koniec życia zapragnął on wybudować podobny grobowiec dla siebie. Zgodnie z projektem, miał być on zbudowanym z czarnego marmuru lustrzanym odbiciem grobowca ukochanej małżonki. Miał się znajdować po drugiej stronie rzeki, przez którą przebiegałby most łączący oba grobowce. Niestety, na drodze do realizacji projektu stanął syn Jahana, który obawiając się, że kolejny ekscentryczny projekt ojca doprowadzi kraj do bankructwa, uwięził go i zamknął w Czerwonym Forcie, skąd Szach każdego dnia z oddali oglądał dzieło swojego życia. (Poniżej widok na Taj Maral, z miejsca odosobnienia Szaha).

Trudno powiedzieć, ile prawdy jest w tej historii. Powiadają, że Czarny Taj Mahal to tylko wymysł francuskiego podróżnika Jeana-Babtiste Taverniera. Pomyślcie, jednak przez chwilę, ile zyskałby na tym jeden ze współczesnych siedmiu cudów świata…

Fot32

Fot. 32 – Widok na Taj Mahal z jednego z balkonów Czerwonego Fortu

 

W kolejnym odcinku niniejszego dziennika zapraszam na ulice Agry 🙂

 

Wszystkie Blogi