BLOG AFRYKAŃSKI cz. 3

BLOG AFRYKAŃSKI cz. 3

Safari w Mikumi – Dziennik z podróży…

 

Część III – SAFARI W MIKUMI I SNAKE PARK

 

Fot01

Fot.1 – “Chcesz w Trąbę?”

 

SAFARI W MIKUMI

Bez wątpienia, największą atrakcją jaką można zobaczyć w Afryce, są żyjące na wolności zwierzęta.
Jak się domyślacie, był to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie punktów naszej afrykańskiej wyprawy 🙂
Na bezkrwawe foto-safari wybraliśmy się do oddalonego o nieco ponad 200km od stolicy Tanzanii Parku narodowego Mikumi. Po cichu marzyło mi się Serengeti, ale to ostatnie niestety odpadało ze względów logistycznych (spora odległość od Dar es Salaam) oraz finansowych (kosmiczne wręcz ceny najkrótszego nawet pobytu). Finanse, finansami (przecież nie co dzień człowiek wybiera się do Afryki), ale odległość i napięty harmonogram krótkiego, jakby nie patrzeć pobytu, ułatwiły nam podjęcie decyzji, co do wyboru miejsca naszego Afrykańskiego Safari. Z resztą, Mikumi zapowiadało się całkiem nieźle. Według Wikipedii, krajobraz Mikumi często porównywany jest do Serengetti. Można tam więc zobaczyć akacje i słynne baobaby oraz około 400 gatunków ptaków. Jeśli chodzi o większe zwierzęta, park zamieszkują między innymi słonie, żyrafy, zebry, impale, antylopy gnu, hipopotamy, bawoły oraz lwy. Choć te ostatnie można tam zobaczyć niezmiernie rzadko.

A jak było w praktyce? O tym akurat możecie przekonać się sami, oglądając niżej zamieszczone zdjęcia 🙂
Jak widzicie, udało nam się spotkać prawie wszystkie wymienione powyżej ssaki 🙂 Niestety, nie udało nam się zobaczyć lwów, na których napotkanie po cichu liczyliśmy.. No ale narzekać z tego powodu specjalnie nie będę 😉

Początek safari, nie zapowiadał się specjalnie optymistycznie. Pogoda była, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Szaro buro, pochmurnie (co zresztą widać na zdjęciu tablicy Mikumi, Fot.2), po drodze nawet kilka razy padało. Na szczęście, po niecałej godzinie nieco się rozpogodziło, co przywróciło nam nadzieję na udane bezkrwawe foto-polowanie 🙂 Naładowani optymizmem i po dokonaniu stosownej opłaty (kartą kredytową, bo gotówką nawet gdybyśmy bardzo chcieli nie dało by się) w promieniach słońca wjechaliśmy do Parku Narodowego Mikumi. Pierwsze spostrzeżenie, samochód 4×4 to jedyna rozsądna opcja, bo standardowa osobówka raczej by sobie w tym terenie nie poradziła. Drugie, coś tu chyba nie gra, gdzie są wszystkie zwierzęta? W ciągu pierwszej godziny zobaczyliśmy z daleka małpiszona, niebieską ptaszynę, przechadzającą się w oddali, żyrafę, oraz zażywające kąpieli błotnej trzy pokaźne bawoły. Były też ma się rozumieć antylopy, ale one są praktycznie wszędzie. Nie ukrywam, że byłem trochę zmartwiony bo słyszałem, że niestety nie zawsze safari wygląda tak, jak by się tego chciało i w najgorszym przypadku nasza wyprawa może się zakończyć podziwianiem płaskiej jak stół równinnej sawanny. W poszukiwaniu zwierzyny zapuszczaliśmy się coraz dalej i dalej, w głąb parku.
Z czasem zacząłem się martwić coraz bardziej, bo czas upływał niebłaganie, a przy wjeździe poinformowano nas, że do godziny dziewiętnastej musimy wrócić, bo zamykają park. Przy stawie, przy którym powinny być hipopotamy, zobaczyliśmy tylko ich wystające spod gęstej rzęsy wodnej oczy. Zaczynałem już tracić nadzieję, że cokolwiek dziś obejrzymy. Zbliżała się godzina osiemnasta, słońce powoli chyliło się już ku zachodowi.. trzeba wracać i nie ma, że boli. I wtedy się zaczęło, wszystkie pochowane dotychczas po krzakach zwierzaki nagle zaczęły się pokazywać. Zupełnie, jakby chciały jeszcze skorzystać z ostatnich promieni zachodzącego słońca. Byliśmy więc świadkami amorów Zebr oraz półtoratonowej “gry wstępnej” w wykonaniu słoni.
Przez drogę, co jakiś czas przebiegały to zebry, to antylopy. Sawanna, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęła tętnić życiem. Patrząc na te żyjące na wolności zwierzaki i przypominając sobie te, które lata temu widziałem w Zoo, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że te ostatnie były tylko smutnymi cieniami zwierząt, na które patrzę teraz… Tak pewnie było w istocie. Bardzo żałowałem, że musieliśmy już opuszczać Mikumi, choć z drugiej strony biorąc pod uwagę, że godziny otwarcia Parku są odgórnie ustalone cieszę się, że opuszczaliśmy go tuż przed zachodem słońca w chwili największej aktywności zamieszkującej je fauny.
Nawet nie chce myśleć, jak wyglądałoby nasze safari gdyby Mikumi zamykano o godzinie osiemnastej…

Poniżej foto-efekty mojego bezkrwawego polowania 😉

 

Fot02

Fot.2 – “Witamy w Mikumi”

 

Fot03

Fot.3 – “Sawanna”

 

Fot04

Fot.4 – “Leonard, kierowca i przewodnik jednym”

 

Fot05

Fot.5 – “Nasza fura z baldachimem”

 

Fot06

Fot.6 – “Hipopotamy”

 

Fot07

Fot.7 – “W poszukiwaniu zwierzyny”

 

Fot08

Fot.8 – “Myśliciel”

 

Fot09

Fot.9 – “Gnu Pręgowane na spacerze”

 

Fot10

Fot.10 – “Bycze SPA, czyli kąpiele błotne po Afrykańsku”

 

Fot11

Fot.11 – “Tych zwierzaków chyba przedstawiać nie trzeba?”

 

Fot12

Fot.12 – “Zebry na przejściu dla pieszych :)”

 

Fot13

Fot.13 – “Rodzinny Spacer”

 

Fot14

Fot.14 – “Straż tylna”

 

Fot15

Fot.15 – “Stado”

 

Fot16

Fot.16 – “Koziołek”

 

Fot17

Fot.17 – “Błękitny Śpiewak”

 

Fot18

Fot.18 – “Impala podczas kolacji”

 

Fot19

Fot.19 – “No i po bufecie…”

 

Fot20

Fot.20 – “Półtora-tonowa gra wstępna”

 

Fot21

Fot.21 – “Rodzicielstwo”

 

Fot22

Fot.22 – “Love is in the Air”

 

Fot23

Fot.23 – “Słoniątko”

 

Fot24

Fot.24 – “Impale i Pawiany”

 

SNAKE PARK

Następnego dnia zajrzeliśmy jeszcze do Snake Parku, znajdującego się niedaleko Mikumi .
Poza różnej maści wężami, można tam było zobaczyć takie oto bestie… czasem w dość nietypowych sytuacjach 🙂 (patrz. Fot.26)

 

Fot25

Fot.25 – “Oko w oko”

 

Fot26

Fot.26 – “Pieszczoch”

 

Fot27

Fot.27 – “Czy te zęby mogą kłamać?”

 

No dobrze, ale dość już żywych skamienielin 😉 W Parku możemy oglądać z bezpiecznej odległości jedne z najbardziej jadowitych węży świata:

 

Fot28

Fot.28 – “Kobra”

 

Fot29

Fot.29 – “Zielona Mamba”

 

Zielona Mamba, to wąż długości około 2m, który co ciekawe, chętnie pływa. Niech was nie zmyli sympatyczna mordka na powyższym zdjęciu. To jeden z najbardziej jadowitych węży na świecie, choć zdecydowanie mniej agresywny, niż jego czarny kuzyn. Czarna Mamba, bo o niej tu mowa, jest największym jadowitym wężem Afryki. Najczęściej osiąga długość około 2,5-3m, ale zdarzają się i egzemplarze 4,5metrowe. Wbrew pozorom, nazwa nie pochodzi od koloru łuski, ale od zabarwienia wnętrza pyska. Czarna Mamba może być więc oliwkowa, brązowa albo lśniąco czarna. Taki z resztą egzemplarz napotkaliśmy w Snake Parku w Mikumi (Fot.30). Mimo, że wygląda stosunkowo “niewinnie”, to jeden z najszybszych węży świata, mogący poruszać się z szybkością do 24km/h. Czarna Mamba jest stworzeniem terytorialnym i choć zazwyczaj ustępuje w momentach zagrożenia, to w sytuacji gdy nie ma drogi odwrotu, może stać się nad wyraz agresywna. Największe egzemplarze tego gatunku są w stanie podnieść się na wysokość twarzy dorosłego człowieka. Atakują z niesamowitą prędkością, kąsając wielokrotnie. Podczas jednego tylko ukąszenia wydzielają od 100 do 400 mg jadu. Dla dorosłego człowieka śmiertelną dawką jest 10-15. Jad Czarnej mamby zawiera neurotoksyny, które w ciągu 7-15godz od ukąszenia powoli zabijają ofiarę. Najpierw paraliżowane są mięśnie, przy czym ofiara cały czas zachowuje świadomość, nie mogąc się jednak poruszać. Jeśli na czas nie zostanie zastosowane odpowiednie antidotum, ukąszony po wielu godzinach ostatecznie się dusi. Choć Czarna Mamba zwykle poluje na drobne zwierzęta, zwłaszcza myszy, szczury, jaszczurki i ptaki (i po ukąszeniu przez wiele godzin czeka na śmierć ofiary), to zdarzają się również przypadki atakowania przez nią dużych zwierząt afrykańskich, takich jak żyrafy czy bawoły. Atakuje zarówno z ziemi, jak i z gałęzi drzew. Nic więc dziwnego, że wąż ten budzi szczególny lęk wśród mieszkańców afrykańskich wiosek. Krążą o niej dziesiątki mniej lub bardziej prawdopodobnych opowieści. Zgodnie z jedną z nich (choć nie potwierdzoną przez badaczy) jest historia zabicia przez węża całej rodziny śpiącej w otwartej chacie. Afrykańczycy twierdzą również, że zdarzają się przypadki ścigania ludzi przez Czarne Mamby. Cóż trzeba przyznać, że wąż ów to nie lada przyjemniaczek. Poniżej główny bohater niniejszego akapitu:

 

Fot30

Fot.30 – “Czarna Mamba”

 

Na koniec, nasz przewodnik choć nieproszony, postanowił obudzić dla nas czarną Kobrę. Mimo, że robił przysłowiową dobrą minę do złej gry, nawet na zdjęciu widać, że był wyjątkowo ostrożny i mocno skoncentrowany (Fot.31). Nic dziwnego… zwłaszcza, że miał do czynienia z dość wredną odmianą kobry, w sytuacji zagrożenia plującej jadem…

 

Fot31

Fot.31 – “Czarna Kobra”

 

PRZEKRĘT

Okazuje się, że w Afryce uważać trzeba nie tylko na dzikie zwierzęta, ale również na dbających o ich bezpieczeństwo ludzi. Kogo mam na myśli i jakie niebezpieczeństwo? Otóż chodzi o przedsiębiorczych “kasjerów” owych przybytków, a zagrożenie jest natury… hmm, finansowej 🙂 Już wyjaśniam. Otóż okazuje się, że za wstęp do Parków Narodowych Tanzanii jest możliwy tylko i wyłącznie dla posiadaczy kart kredytowych, bo gotówką zapłacić się nie da. Karta debetowa, ani czeki podróżne też by się raczej nie sprawdziły 😉 W sumie nic w tym dziwnego, bo gotówka szybko i łatwo mogłaby wyparować, a tak dolary wpływają wartkim strumieniem wprost na konta odpowiednich organizacji. Uniemożliwia to wspomnianym kasjerom dorabianie na boku kosztem państwa. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że wspomniani kasjerzy zawsze mogą dorobić sobie kosztem Bogu ducha winnych gości rezerwatów przyrody. A jakim to sposobem? Chociażby robiąc zakupy w Internecie na koszt frajera, którego numer karty wpadł im w posiadanie. I tu ciekawostka.. Do dziś nie wiemy czy było to w Parku Narodowym Udzungwa Mountains czy w Mikumi (nigdzie indziej nie dokonywaliśmy płatności kartą), ale faktem jest, że w którymś z tych miejsc pewien spryciarz mając w ręku kartę zaledwie przez kilkanaście sekund zdążył zapamiętać wszystkie potrzebne do dokonania zakupów w Internecie dane z karty kredytowej (!) Całe szczęście, że tego dnia Visa stanęła na wysokości zadania i jej przedstawicielka zadzwoniła do Piotrka następnego dnia w sprawie podejrzanej transakcji jakiej usiłowano dokonać przy użyciu danych pochodzącymi z jego karty.

Na zakończenie małe ćwiczenie: jeśli macie taką możliwość, weźcie na chwilę do ręki kartę kredytową, którą widzicie po raz pierwszy w życiu i jednym rzutem oka zlustrujcie i zapamiętajcie wszystkie znajdujące się na niej po obu stronach numerki wraz z imieniem i nazwiskiem posiadacza. Imponujące, co? …I pomyśleć, że taki talent marnuje się gdzieś na kasie tanzańskiego parku narodowego 😉
 

Wszystkie Blogi