BLOG AFRYKAŃSKI cz. 2

BLOG AFRYKAŃSKI cz. 2

Góry Udzungwa – Dziennik z podróży…

 

Część II – GÓRY UDZUNGWA I WODOSPAD SANJE ORAZ WIOSKA MANGULA

 

Fot01

Fot.1 – “Buszujący w zbożu.. wersja Afrykańska”

 

GÓRY UDZUNGWA

Góry Udzungwa to łańcuch górski położony na wschód od Parku Narodowego Ruaha. To również najmłodszy Tanzański park narodowy, utworzony w październiku 1992r. Swoim obszarem obejmuje 1900km2, a jego najwyższy szczyt ma wysokość 2500m. Jednak Udzungwa to nie tylko fantastyczne miejsce na górskie wyprawy. To również obszar, na którym występuje wiele gatunków endemicznych, czyli występujących wyłącznie tutaj. I tak, ponad jedna czwarta roślin w parku to gatunki endemiczne. Ponadto co najmniej cztery gatunki ptaków nie występują nigdzie indziej na świecie. Jeden z nich, Pstropiór Afrykański został odkryty dopiero w 1991r. W tropikalnych lasach występuje również kilka endemicznych gatunków małp. Występują tu również lwy, lamparty, bawoły oraz słonie. Te ostatnie są zdecydowanie mniej liczne, ale może to i dobrze, bo spotkanie w dżungli zwłaszcza z kotowatymi do najbezpieczniejszych by nie należało 🙂

Jako, że Park nie ma dróg przystosowanych do poruszania się po nich pojazdami spalinowymi (rowery też raczej by się nie sprawdziły), jedyną opcją do podróżowania po nim są własne nogi. Choć po cichu marzył mi się niezwykle trudny 6-dniowy trek Lumemo Trail, ze względu na ograniczenia czasowe zdecydowaliśmy się na wspinaczkę na wodospad Sanje, by z wysokości 170m rozejrzeć się po okolicy. W normalnych warunkach atmosferycznych szlak, mimo, że stromy, nie stanowił by specjalnego wyzwania. Przecież to zaledwie 1,5-2 godzinki marszem w górę, po całkiem nieźle przygotowanym szlaku. Tyle tylko, że spacer odbywał się w dżungli w samo południe, w temperaturze bliskiej 40stopni i przy “standardowej” dla obszarów tropikalnych wilgotności. Do tego, na plecach taszczyłem blisko 10kg sprzętu foto 🙂 No ale daliśmy radę, po drodze widzieliśmy kilka małpiszonów (głównie Białych i Czerwonych Colobusów) baraszkujących wysoko w koronach drzew oraz mega-mrówki, które w pewnym momencie zaszły nam drogę. Takich potworów jeszcze nie wiedziałem, obeszliśmy je wiec szerokim łukiem 🙂

Lwów i Lampartów na szczęście nie spotkaliśmy za to tuż przed wejściem na teren Parku spotkaliśmy trzy małe mieszkanki pobliskiej wioski:

 

Fot02

Fot.2 – “Nieufność …dziewczynki spotkane po drodze na wodospad Sanje”

 

Fot03

Fot.3

 

Jak wyglądały poszczególne etapy wspinaczki, możecie przekonać się sami, zapraszam więc do oglądania zdjęć:

 

Fot04

Fot.4 – “Chatka, jedno z domostw na które natknęliśmy się wchodząc w górę”

 

Fot05

Fot.5 – Mniej więcej w połowie drogi mieliśmy okazję po raz pierwszy spojrzeć na wodospad Sanje…”

 

Fot06

Fot.6 – …oraz z góry na otaczającą okolicę”

 

Fot07

Fot.7 – “U stóp jednej z kaskad…”

 

Fot08

Fot.8 – “Na szczycie najwyższej z kaskad widocznych na poprzednim zdjęciu”

 

Czy warto było się wspinać? To chyba oczywiste, choćby tylko po to, by spojrzeć z góry na okolicę 🙂
Tak sobie teraz myślę, że w tym właśnie miejscu podczas pory deszczowej bije wartki strumień rzeki spadający 170m w dół, dostarczając wodę do pobliskich wiosek i nawadniając pola doliny Kilombero. Wtedy nie byłoby możliwe podejście tak blisko krawędzi wodospadu. Najpewniej, nie można by nawet stanąć w miejscu, w którym wykonałem powyższe zdjęcie.
Na tym jednak nie skończyły się atrakcje związane z wodospadem. Za radę przewodnika wspiąłem się na kolejne kaskadę, z której co prawda nie było widać tak wiele, za to można się było wykąpać w lodowatej wodzie, w samym sercu czarnego lądu, i to całkiem niedaleko równika 🙂 To chyba jedno z najfajniejszych rzeczy, jakich doświadczyłem w życiu… jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję, gorąco polecam 🙂

Zejście było znacznie łatwiejsze, zwłaszcza, że dobrze się ochłodziłem przed kolejnym marszem przez dżungle. Pomimo zmęczenia, postanowiłem trochę się rozejrzeć po okolicy. Zwłaszcza, że zaczęło robić się naprawdę ciekawe światło:

 

Fot09

Fot.9 – Słońce chowające się powoli za jednym z pasm gór Udzungwa”

 

Fot10

Fot.10

 

Fot11

Fot.11

 

WIOSKA MANGULA

Zmierzając do oddalonej o jakieś pół godziny piechotą od naszego pola namiotowego wioski Mangula, nie za bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Po drodze nie spotykaliśmy się ze zbyt wieloma wyrazami sympatii ze strony Tanzańczyków. Powiem więcej, im głębiej w ląd i dalej od stolicy, tym bardziej nieprzychylne napotykaliśmy spojrzenia. Jadąc do Hondo Hondo, miejscowi odprowadzali nas wzrokiem z zaciętymi twarzami. Szybko zorientowałem się, że raczej marne szanse mam na portrety normalnych ludzi, podobne do tych, które udało mi się zrobić w Indiach, zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Nie był bym sobą, gdybym jednak nie spróbował 🙂 Mieszkańcy mijanych po drodze wiosek nie byli jednak skorzy ani do rozmów, ani do pozowania. Kiedy zatrzymaliśmy się tuż obok wjazdu do jednego z domostw, przed którym zasiadała cała liczna rodzina i bawiły się dzieci, na przywitanie wyszedł nam jedynie chudy, na oko 40 letni jegomość z maczetą w ręku…
Było to góra 15-20km od miejsca, w którym znajdowaliśmy się teraz. Jakie są szanse, ze Mangulczycy są inni? Jak twierdził Jock, z pochodzenia Szkot, współprowadzący wraz z dwójką sympatycznych Irlandczyków Derekiem i Betty, oraz Anglikiem Woody’m (mam nadzieję, że nic nie pokręciłem, konfiguracji imion z narodowościami, choć pewien jestem góra na 50procent 😉 mieszkańcy Manguli są jak najbardziej przyjaźni. Wioskę zamieszkują głównie przedstawiciele trzech plemion: Wapogoro, Wandamba i Wabena. Wielu z nich znalazło zatrudnienie na polu namiotowym, a grupa wspomnianych wyżej Europejczyków pozostaje z nimi w dobrych kontaktach, pomagając jak tylko było to możliwe. Z tego, co mi mówiono, parę lat potrwało zanim zdobyli zaufanie Mangulczyków. Po tym, co zobaczyłem w innych wioskach, wcale się im nie dziwię. Nie dziwię się też brakiem zaufania Tanzańczyków do Muzungu. Afryka naprawdę dużo doświadczyła ze strony białych.

No więc, jaka była Mangula? Chyba nie ma sensu opisywać skoro możecie przekonać się sami 🙂

 

Fot12

Fot.12 – “Emanuel (Eli), który oprowadzał mnie po wiosce”

 

Zanim jeszcze trafiłem do wioski, odwiedziliśmy z Elim pobliskie boisko, na którym bosonodzy piłkarze zdobywali bramkę za bramką:

 

Fot13

Fot.13 – “Następca Pele?”

 

Fot14

Fot.14 – “Gol !!!!!!!”

 

Fot15

Fot.15 – “Jeden z Piłkarzy…”

 

Fot16

Fot.16 – “…oraz cała drużyna”

 

Fot17

Fot.17 – “Po Meczu”

 

Po meczu przyszła kolej na spacer po wiosce i poznanie kilku z jej mieszkańców:

 

Fot18

Fot.18 – “Przerwane porządki”

 

Fot19

Fot.19 – “Portret rodzinny”

 

Fot20

Fot.20 – “Dziewczynka z wykałaczką”

 

Fot21

Fot.21 – “Eli z synkiem”

 

Fot22

Fot.22 – “Apetyt na dobrą zabawę”

 

W ramach podziękowania za gościnność kupiłem dzieciakom cukierki… Na jednej paczce oczywiście się nie skończyło 🙂

 

Fot23

Fot.23 – “Cukierki”

 

Fot24

Fot.24 – “Rowerzysta”

 

I jeszcze kilka zdjęć mieszkańców Manguli:

 

Fot25

Fot.25

 

Fot26

Fot.26 – “Ojciec i Syn”

 

Fot27

Fot.27

 

Fot28

Fot.28

 

Fot29

Fot.29

 

Fot30

Fot.30 – “Dziewczynka z Książką”

 

Na koniec pokazano mi szkołę znajdującą się obecnie w budowie:

 

Fot31

Fot.31 – “Mangulska szkoła w budowie”

 

Pobyt w wiosce choć krótki, był naprawdę niesamowitym przeżyciem. Zwłaszcza, że przez cały czas towarzyszył mi wianuszek uradowanych dzieciaków. Dwójka z nich złapała mnie w pewnym momencie za ręce, po chwili dołączyły kolejne… Spacerowaliśmy tak przez wioskę uśmiechając się. Bardzo żałowałem, że muszę już opuścić to miejsce…

 

Fot32

Fot.32 – “Pożegnanie”
 

Wszystkie Blogi